DETROIT – MIASTO, KTÓRE PRZEŻYŁO WŁASNĄ ŚMIERĆ

Naszym przewodnikiem po Detroit był Charlie LeDuff. Dawno żaden reportaż nie zrobił na nas takiego wrażenia. Jego mroczną i bardzo szczerą opowieść o upadłym mieście „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” przeczytaliśmy tuż przed wyjazdem do Stanów. Fragmenty relacji LeDuffa wciąż rozbrzmiewały w naszych myślach, gdy snuliśmy się po Mieście Silników. Zapraszamy na nasz reportaż z Detroit.

 

I

Wpadajcie do Detroit. Przejedźcie się pustymi, zdewastowanymi bulwarami; zobaczcie miejsce, w którym życie zostało zmiażdżone, gdzie rozkład stanowi ciągły, otępiający fakt. Jeśli będziecie się gapić wystarczająco długo, zacznie wam się to jawić jako norma. Przeciętność. Codzienność. [1]

Wpadajcie do Detroit.

No to wpadamy. Planując trasę naszej wyprawy po Stanach, natknęliśmy się na tani lot z Nowego Jorku do Detroit – 170 zł od osoby. Po mieście będącym symbolem sukcesu i mekką konsumpcjonizmu trafiamy do miasta upadku, które tak boleśnie odczuło skutki uboczne życia na kredyt. Z lotniska ruszamy wypożyczonym autem. Tutaj bezwzględnie trzeba będzie przemieszczać się samochodem, zarówno ze względów praktycznych (brak rozwiniętej komunikacji miejskiej), jak i w trosce o nasze bezpieczeństwo.

Przejedźcie się pustymi, zdewastowanymi bulwarami.

Lot z Nowego Jorku był krótki, ale zdążyliśmy zgłodnieć, więc przez całą drogę z lotniska szukamy lokalu na obiadokolację. Przejeżdżamy kilkanaście kilometrów i nie udaje nam się wypatrzeć żadnej restauracji, baru, ani nawet reklam i billboardów. Miasto jest ciche, ciemne, wydaje się puste, mimo że cały czas jedziemy jedną z głównych tras dojazdowych do jego centrum. W końcu docieramy do okolicy, w której będziemy mieszkać, niedaleko słynnej Eight Mile, czyli Ósmej Mili, oddzielającej biedne, robotnicze centrum od bogatszych, „białych” przedmieść. Wreszcie odnajdujemy zaplecze gastronomiczne – mały lokal sieciówki Domino’s i sklep spożywczo-monopolowy. Zamawiamy pizzę, a w międzyczasie idziemy na małe zakupy do sklepu.

 

Eight mile osma mila detroit

 

 

 

 

 

Zobaczcie miejsce, w którym życie zostało zmiażdżone, gdzie rozkład stanowi ciągły, otępiający fakt.

W środku widzimy półki uginające się od alkoholu i ani jednego klienta, a ekspedient stoi daleko za ladą, odgrodzony od nas pancerną szybą. Gdy zaczynamy płacić, do lokalu wchodzi inny klient. Podchodzi do nas i zaczyna mówić drżącym, zachrypniętym głosem: What are you doing here?! This city is poisonous! It will kill you! Like it killed me! Patrzymy na niego osłupiali, z wrażenia zaniemówiliśmy. Stoi przed nami na oko czterdziestokilkuletni Murzyn w brudnym, podartym dresie ortalionowym i rozpaczą namalowaną na twarzy. Trudno powiedzieć, czy jest menelem, czy przeciętnym mieszkańcem Detroit. Co gorsza, gdy przychodzi do zapłaty za nasze zakupy, okazuje się, że nie mamy żadnych drobnych i jedyny banknot, którym możemy zapłacić za czipsy i colę, to 100 dolarów. Na szczęście udaje się przeprowadzić transakcję bezpiecznie, po czym wychodzimy ze sklepu przyśpieszonym krokiem i idziemy odebrać pizzę z Domino’s. Tutaj także zamówienia składa się przez pancerną szybę, a pizzę i resztę wydano nam przez zapadkę.

Jeśli będziecie się gapić wystarczająco długo, zacznie wam się to jawić jako norma. Przeciętność. Codzienność.

Zmęczeni podróżą i zestresowani tym, jak powitało nas Detroit, udajemy się w drogę do naszego lokum. Na naszej ulicy mijamy kilka opuszczonych i spalonych ruder, co znowu nas niepokoi. Okazuje się jednak, że domek, w którym będziemy wynajmować pokój, nie tylko nie jest opuszczony, ale nawet całkiem ładny i czysty. Zamykamy się szczelnie, rzucamy na łóżko i sięgamy po teczkę z informacjami, leżącą na stoliku nocnym. Czytamy pierwsze zdanie na pierwszej stronie: W razie niebezpieczeństwa proszę dzwonić pod numer:… Patrzymy na siebie porozumiewawczo. Już wielokrotnie korzystaliśmy z serwisu Airbnb, w różnych miejscach na świecie, ale jeszcze nigdzie nie spotkaliśmy się z taką ostrożnością. Ani tak dokładną ulotką dla gości. Folder ma kilkanaście stron, a omówione w nim zostały przeróżne kwestie związane z bezpieczeństwem, zarówno w domu, jak i jego okolicy. Na ostatniej stronie widnieje zaś takie motto: This is Detroit. Don’t be afraid of it. Embrace it. [To jest Detroit. Nie bój się go. Przytul je.] 

 

 

 

 

II

Dzisiaj to miasto sukcesu jest miastem plajty. Jest upiornym i groźnym miejscem, pełnym opuszczonych fabryk i domów oraz zapomnianych ludzi. Detroit – onegdaj miasto z największą liczbą posiadaczy domów własnościowych – teraz jest stolicą nieruchomości zajętych przez komorników. Jego centrum to muzeum widmowych drapaczy chmur.

Dzisiaj to miasto sukcesu jest miastem plajty.

Zaczynamy poznawać Detroit od razu następnego dnia rano. Żeby trochę osłodzić gorzkawe wspomnienie wczorajszego pierwszego kontaktu z miastem, udajemy się na jego przedmieścia, Dearborn, gdzie znajduje się Muzeum Henry’ego Forda. Najważniejsza atrakcja turystyczna Miasta Silników. Rozległy teren fabryki aut, obecnie zaadaptowany na muzeum i poprzemysłowe miasteczko. Wraz z rozwojem konkurencji na rynku motoryzacyjnym Ford przenosił produkcję aut poza miasto, co, obok zamieszek na tle rasowym, było drugą główną przyczyną wzrostu bezrobocia i drastycznego spadku liczby ludności w Detroit. W latach 50. miasto miało prawie 2 miliony mieszkańców (w tym ok. 250 tysięcy Polaków), a w 2013 r. już jedynie 700 tysięcy. W tym samym roku bezrobocie w Detroit wynosiło 23% i było najwyższe wśród amerykańskich miast.

W muzeum udajemy się w podróż sentymentalną do czasów świetności Detroit i podziwiamy ogromne, imponujące zbiory, dzięki którym poznajemy historię amerykańskiej motoryzacji. Mijamy piękne, kolorowe automobile, pojazdy kolejnych prezydentów USA, jaskrawe, historyczne neony-szyldy przydrożnych restauracji, barów i hoteli. Sekcja z tymi eksponatami nazywa się „Driving America”. Dwuznaczność tego sloganu nieprzyjemnie kontrastuje z tym, co zobaczyliśmy wczoraj – miastem-widmem, które już dawno przestało być siłą napędową tego kraju i światową stolicą motoryzacji. Atmosferę niegdysiejszego splendoru i sukcesu Forda, a zarazem całego miasta, udało się z powodzeniem zachować i odtworzyć w tym miejscu. Wyjście poza mury muzeum i powrót do centrum Detroit wydawały się teraz jeszcze trudniejsze.

 

Henry ford museum Muzeum henrego forda detroit dearborn

 

 

Henry ford museum Muzeum henrego forda detroit dearborn 3

Jedno z zabytkowych, pancernych aut prezydenckich

 

Henry ford museum Muzeum henrego forda detroit dearborn 4

 

Henry ford museum Muzeum henrego forda detroit dearborn 5

Muzeum ma także imponującą kolekcję poświęconą historii lokomocji…

 

Henry ford museum Muzeum henrego forda detroit dearborn 6

…oraz awiacji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jest upiornym i groźnym miejscem, pełnym opuszczonych fabryk i domów oraz zapomnianych ludzi.

Pierwszym miejscem, które odwiedzamy po muzeum Forda, jest opuszczony, niegdyś główny dworzec nie tylko Detroit, ale całego stanu Michigan. Michigan Central Station został zamknięty w 1988 roku, jednak od tego czasu nieprzerwanie góruje nad miastem; stał się swoistym symbolem pustki i zapomnienia, które opanowały Detroit. Udajemy się na przejażdżkę ponurymi ulicami w okolicach dworca, na których nie widać żywego ducha. Co jakiś czas mijamy opustoszałe i niszczejące fabryki. Na próżno wypatrujemy na chodnikach przechodniów. Owszem, jest zimno i sypie lekki śnieg, ale to chyba nie powód, by na ulicach nie było żywego ducha? Zwłaszcza, że domy też wydają się puste.

Detroit – onegdaj miasto z największą liczbą posiadaczy domów własnościowych – teraz jest stolicą nieruchomości zajętych przez komorników.

Ku naszemu przerażeniu zaczynamy się utwierdzać w tym, że większość domów mieszkalnych w Detroit stoi pusta. Niestety, nie dlatego, że mieszkańcy są w pracy (bezrobocie jest tutaj na rekordowo wysokim poziomie). Domy są puste, bo nikt w nich nie mieszka. We framugach brakuje okien i zazwyczaj są zabite deskami, nierzadko pomalowanymi na jaskrawe kolory, tak jakby ktoś chciał tchnąć trochę życia w tę szarą okolicę. Ze ścian budynków odpada tynk, a drzwi wejściowe są uchylone na oścież. Stoją otworem dla każdego, kto szuka swoich czterech ścian, ale chętnych jakoś nie widać. Dotychczasowi lokatorzy uciekli z miasta, a nowych nie udało się tu ściągnąć, mimo że władze Detroit próbowały sprzedawać domy prawie za darmo. Władze miasta zmagają się dodatkowo z plagą podpaleń. Co roku w noc poprzedzającą Halloween, nazywaną „Nocą Diabła”, całe miasto płonie.

Jego centrum to muzeum widmowych drapaczy chmur.

Może chociaż ścisłe centrum miasta będzie wyglądało inaczej? Zostawiamy auto na strzeżonym parkingu i idziemy na spacer. Znajdujemy się w centralnej części miasta, której zabudowania tworzą wyższe bloki i parę wieżowców. Wchodzimy do hotelu Marriott, który ze względu na swoje usytuowanie powinien być jednym z najbardziej zamieszkałych budynków. Ponadto, w ten weekend w mieście odbywają się międzynarodowe targi motoryzacyjne. Mimo to w Marriocie jest niemalże pusto. Ochroniarz informuje nas, że punkt widokowy jest nieczynny, a mijany Starbucks (pierwszy i jedyny, którego znaleźliśmy w całym Detroit) jest zamknięty.

 

 

Detroit opuszczone fabryki 1

 

Detroit opuszczone domy

 

 

Detroit centrum 1

Pomnik poświęcony bokserowi Joe Louisowi w centrum miasta

 

Detroit centrum 2

 

Detroit centrum 3

 

 

 

 

Detroit centrum 4

 

III

Nagle oczy całego narodu zwróciły się znów w stronę tego postindustrialnego grobowca, w którym po bezwładnych ulicach i korytarzach władzy hulały zbrodnia, korupcja, niegospodarność i chaos. Detroit stało się epickie, historyczne, hipsterskie, a nawet symboliczne.

Mimo upadku przemysłu motoryzacyjnego, bezrobocia, masowej ucieczki mieszkańców i wszechobecnego zniszczenia, Detroit ma też swoje piękne oblicze i istotne miejsce w historii amerykańskiej kultury. Miasto było i wciąż jest wylęgarnią przeróżnych form wyrazu artystycznego, ze sztuką uliczną na czele. Na szczególną uwagę zasługuje dzielnica Eastern Market, pełna kolorowych murali.

 

Detroit Eastern Market graffiti 1

Wjazd do dzielnicy Eastern Market

 

Detroit Eastern Market graffiti 2

 

Detroit Eastern Market graffiti 3

 

 

 

 

Muzeum w niegdysiejszej siedzibie legendarnej wytwórni muzycznej Motown

 

Ponadto, z Detroit pochodzi jeden z najsłynniejszych raperów na świecie, Eminem, i to w tym mieście jest osadzona akcja jego częściowo biograficznego filmu „Ósma mila”. To także tutaj mieściła się siedziba słynnej wytwórni muzycznej Motown, obecnie przekształcona w muzeum. Motown promowała różne gatunki czarnej muzyki: rap, hip-hop, r&b, funk i soul. To ta wytwórnia wydawała pierwsze płyty i wypromowała wykonawców takich jak Marvin Gaye, The Jackson 5, Diana Ross, Stevie Wonder, a ich wydawnictwa w znacznej większości lądowały na listach przebojów lat 60.

Jakby tego było mało, to także w Detroit narodziło się techno. Pod koniec lat 80. trzech przyjaciół: Derrick May, Juan Atkins i Kevin Saunderson, zwanych Trio z Belleville, stworzyło ten gatunek, czerpiąc z chicagowskiego house i niemieckiej elektroniki. Filozofię techno połączyli z założeniami afrofuturyzmu, a do produkcji wykorzystywali prawie wyłącznie maszyny – stąd nazwa gatunku.

Dzisiaj Detroit zaczyna być postrzegane w zupełnie inny sposób, chociażby za sprawą ogarniającej cały świat hipsterskiej mody na reorganizację przestrzeni poprzemysłowych. To, co kiedyś zdawało się być najmroczniejszą stroną miasta i skreślało je z listy głównych turystycznych destynacji w USA, dzisiaj zaczyna działać jak magnes. Każdy chce zobaczyć na własne oczy legendarne miasto-widmo i jego nostalgiczne, opuszczone zakamarki, które powoli zaczynają być poddawane przeróżnym inicjatywom i projektom rewitalizacyjnym. Wygląda na to, że to kultura od lat podtrzymuje to miasto przy życiu i jest nadzieja, że zapewni mu drugą młodość.

 

[1] Wszystkie cytaty pochodzą z książki Ch. LeDuffa „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”, wyd. Czarne, Wołowiec 2015.

 

P.S. Mieliśmy okazję wrócić do Detroit na jeden dzień latem rok później. Trzeba przyznać, że o tej porze roku miasto wydało nam się mniej mroczne, choć wciąż jego ulice były opustoszałe.

 

 

 

 

 

 

 

 

/ usa / ameryka / stany / co robić w detroit / co robić w usa / atrakcje usa / atrakcje detroit / co zobaczyć w detroit / co zwiedzać w detroit / co zwiedzać w usa / co zwiedzać w stanach / atrakcje w detroit / ciekawe miejsca w detroit / ciekawe miejsca w usa / ciekawe miejsca w stanach / ciekawe miasta ameryki / ciekawe miasta w usa / ciekawe miasta w stanach / wyjazd do detroit / czy warto pojechać do detroit / czy wyjazd do detroit jest bezpieczny / street art w detroit / muzyka w detroit /

14 komentarzy

  • comment-avatar
    Olg 16/03/2016 (19:24)

    To chyba mój ulubiony wpis :).

  • comment-avatar
    Agnieszka 17/03/2016 (09:13)

    Wooow.
    Jestem pod wrażeniem opisu. Tylko foteczek nieco więcej please…

  • comment-avatar
    Ewa 20/03/2016 (05:29)

    Świetny reportaź, brawo

  • comment-avatar
    Anonim 21/03/2016 (15:35)

    Wspaniałe

  • comment-avatar
    Felicja 05/04/2016 (00:37)

    O Detroit pierwszy raz przeczytałam w Motoświat i chociaż z jednej strony mnie przeraziło to jednocześnie bardzo zaciekawiło 🙂 To jest jedno z miejsc, gdzie chciałabym w swoim życiu pojechać 🙂 W ogóle bardzo lubię czytać blogi podróżnicze, bo dostarczają mi wielu inspiracji. Ostatnio trafiłam na http://blogbooster.pl/ i jest to świetne miejsce dla blogerów 🙂

    • comment-avatar
      Robert 20/11/2016 (09:15)

      Zdziwilaby sie Pani po przybyciu na miejsce. Detroit nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Powiedzialbym nawet, ze powinno sie tego miejsca unikac. Jest po prostu niebezpiecznie i pusto. Na ulicach nie ma ludzi. Podczas pobytu tam nocleg wybralem jednak w Kanadzie, balem sie o siebie i rodzine. Przy calym ogromie, pieknie i dzikosci ameryki polnocnej, Detroit to miejsce na ktore najzwyklej w swiecie szkoda czasu. Odwiedzilismy slynny Lombard rodziny Goldow. Zaskoczylo nas to co tam zobaczylismy. Szmelc, smrod, biedni czarni gapiacy sie na nas, dziwnych turystow z Niemiec. Odwiedzilismy w sumie w USA kilkanascie miast i do kazdego z nich wrocilbysmy chetnie, ale nie do Detroit! Jesli kiedykolwiek zawita Pani w te strony, polecam wynajac auto i wybrac sie do Toronto. Naprawde warto, zupelnie inny klimat! Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Adam 18/07/2016 (21:06)

    Ciekawe spostrzeżenia..

  • comment-avatar
    Połącz Kropki 24/04/2017 (10:06)

    bardzo czuliście się tam niebezpiecznie?
    we wrześniu mam plan, aby tam się udać 😀

    • comment-avatar
      Obieżysmak 24/04/2017 (14:43)

      Ze względu na porę roku ulice były puste, ale i tak nie uniknęliśmy nieprzyjemnych sytuacji np. w sklepie. Miasto zwiedzaliśmy głównie wynajętym autem. Na pieszą wycieczkę byśmy się nie odważyli. Mimo to bardzo polecamy zobaczyć miasto i poczuć ten klimat!

  • comment-avatar
    Dorota 27/09/2017 (11:04)

    Detroit , z pewnością nie jest typowym miastem w Stanach . Osobiście bardzo sie cieszę ,że mogłam odwiedzić ( 09/2016) to miejsce. Przewodnikiem po mieście była moja znajoma ( mieszkająca ok 70 km od Detroit ) , która jest nim zafascynowana i znakomicie zna jego historię. Widziałam te wszystkie rzeczy opisane powyżej i oczywiście zgadzam się ,że nie zawsze można czuć sie tam bezpiecznie . Jednak widziałam też ,że to miasto powoli wstaje z kolan , widać różne inwestycje , widać to miasto zaczyna żyć od nowa .
    Przykro mi ,że nikt nie wspomniał o tak cudownych miejscach jak „Pewabic ” Museum , DIA , Belle Isle i wielu innych ciekawych miejscach.
    Jeszcze raz powtórzę – ciesze się ,że tam byłam ,że widziała co widziałam . Uwielbiam odwiedzać miejsca które są „inne od innych ” , bo przecież każda podróż powinna być nowym doświadczeniem 🙂 pozdrawiam

    • comment-avatar
      Aleksandra 10/11/2017 (11:46)

      Świetny tekst, piękne zdjęcia, zaszczepiliście we mnie początki fascynacji tym miastem. Planuję podróż do Detroit w lutym 2018. Szukam obecnie przewodnika, osoby mieszkającej tam, bądź w pobliżu – czy znacie kogoś, czy moglibyście kogoś polecić? Czy ktoś zna kogoś, kto podjałby sie roli przewodnika ? Czy może znajoma Pani Doroty mogłaby udzielic wskazówek, bądź wręcz pojechać tam z nami? Troszkę obawiam się sama chodzić / jeździć po Detroit.
      Jeżeli ktoś miałby jakieś informację, bardzo proszę o wiadomość.
      Pozdrawiam, Aleksandra

      • comment-avatar
        Obieżysmak 13/11/2017 (16:07)

        Dzięki. Miasto zdecydowanie warte odwiedzenia. Skoro jedziesz zimą, to radzimy też zwiedzać je autem. Przyjemniej i bezpieczniej. Niestety, nie mamy przewodnika. Naszym była książka LeDuffa ;). Za to możemy podzielić się namiarem na dom z Airbnb, gdzie nocowaliśmy (okolice 8. Mili). Najlepiej pisać do nas maile albo przez nasz fanpejdż na FB.

  • comment-avatar
    Magda 13/08/2018 (19:08)

    Byliśmy tam dziś (13.08.2018) i w ogole miasto nie robi wrażenia jak z opisu w artykule.

    • comment-avatar
      Obieżysmak 19/08/2018 (20:44)

      No cóż, wrażenia to z założenia subiektywna sprawa. Może u nas znaczenie miało to, że pierwszy raz byliśmy tam zimą. Poza tym prosto po kilku dniach w Nowym Jorku, a to bardzo duży kontrast. No i lecieliśmy tam z lekturą książki Le Duffa w głowie, który pisze w niej o mrocznej stronie miasta.