WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA – SÃO VICENTE I SANTO ANTÃO

Ze względu na swoją nazwę wyspy Zielonego Przylądka od razu przywołują na myśl tropiki i soczystą zieleń. Pierwsze zderzenie z rzeczywistością może być więc rozczarowujące. Na słynącej z plaż i wiatru wyspie Sal, gdzie trafia większość turystów, dominuje typowo pustynny krajobraz. Od kilku lat mocno rozwija się tutaj przede wszystkim turystyka sportowa i wypoczynkowa, i to tu latają czartery z Polski. Tym, którzy marzą o tropikalnym krajobrazie i miejscach mniej obleganych przez turystów, pozostaje wycieczka z Sal na dwie inne wyspy, które pozwolą odkryć zupełnie inne oblicze archipelagu.

Santa Maria na wyspie Sal, widziane z drona
Zwiedzanie wyspy Sal na rowerach elektrycznych
Ahi poke – hawajski bowl domowej roboty, sporządzony z tuńczyka kupionego na molo w Santa Maria


Sal od São Vicente dzieli zaledwie godzinny lot samolotem i tylko na pierwszy rzut oka wyspy są do siebie podobne. Tym, co je łączy, jest surowy krajobraz, ale dość szybko rzuca się w oczy pierwsza różnica – na ulicach nie widać turystów. Jeśli już jakiś obcokrajowiec wyląduje na lotnisku Cesarii Evory niedaleko Mindelo, to zazwyczaj tylko po to, by od razu wsiąść na prom na leżącą obok wyspę Santo Antão. A szkoda, bo portowe, barwne Mindelo tętni życiem, a jego autentyczny rozgardiasz porwie każdego przyjezdnego.

Pyszna ryba w restauracji Dokas w Mindelo. Więcej o jedzeniu na wyspach Zielonego Przylądka przeczytacie w tym wpisie.


Kolorystyka pastelowych domków w Mindelo przywołuje na myśl Karaiby, kolonialny styl wielu starych budynków przypomina architekturę Hawany, zaś długa i szeroka plaża miejska Laginha kojarzy się z wybrzeżem Brazylii. W otoczeniu kolorowych fasad budynków spacerują pięknie zbudowani młodzi mężczyźni, raz na jakiś czas zbaczając na plażową siłownię, by jeszcze trochę popracować nad muskulaturą. Kult ciała to bardzo ważny element życia młodych Kabowerdeńczyków, kochających siłownię i bieganie o świcie. Za to starsi panowie w tym czasie grają w karty o piwo w grę o nazwie bisca tuż przy miejskim targu, a rybacy drzemią na łódkach w oczekiwaniu na mniej wietrzne dni. Ich praca na wietrznych wyspach jest wyjątkowo zależna od warunków atmosferycznych, zwłaszcza, że drewniane łódki są małe, a żagle robią sami, zszywając ze sobą kilka wielkich worków po mące. Przy obfitych łowach kilogram tuńczyka od rybaka na molo może kosztować jedyne 4 euro, a inne, najpopularniejsze gatunki ryb, które zobaczycie na targu czy w kartach restauracji to serra, esmoregal czy garupa. Ci, którzy nie zajmują się rybołówstwem, najczęściej pracują w usługach, gdzie minimalna miesięczna płaca wynosi 140 euro, a pensja w wysokości 250-300 euro miesięcznie jest spełnieniem marzeń. Co zrobić, by żyć na przyzwoitym poziomie za takie pieniądze? Kabowerdeńczycy żyją z dnia na dzień, kupując minimalne ilości za minimalne pieniądze. Handel na sztuki lub garści jest tu wciąż na porządku dziennym.


W XIX wieku port w Mindelo był jednym z najważniejszych na świecie, bo to tutaj w 1838 roku Brytyjczycy otworzyli stację przeładunkową z węglem, skąd statki wyruszały dalej w rejs po Atlantyku. Współcześnie rola Mindelo jako portu nie jest już tak istotna, za to miasto od kilku lat przeobraża się w nowoczesną metropolię, w której roi się od restauracji w europejskim stylu i od plakatów reklamujących kolejne wydarzenia kulturalne, takie jak festiwal literacki czy teatralny MindelAct. Za sprawą licznych inicjatyw kulturalnych, zwłaszcza związanych z teatrem, a także dzięki rozsławionemu na całym świecie przez Cesarię Evorę gatunkowi muzycznemu moira, Mindelo uznaje się za drugą, kulturową stolicę całej Republiki Zielonego Przylądka (obok administracyjnej stolicy Praia na wyspie Santiago). Gdy przylatujemy na São Vicente, poza tygodniowym festiwalem MindelAct, w mieście trwa akcja „Ocean Week”, której celem jest propagowanie świadomego, ekologicznego stylu życia wśród mieszkańców Mindelo. „99% powierzchni Cabo Verde to oceany” – można wyczytać z plakatów reklamujących kampanię społeczną, bardzo potrzebną na wietrznych wyspach, po których co i rusz latają plastikowe torebki i śmieci.


Mindelo to stolica kulturalna, a także intelektualna całego kraju. Do miasta przyjeżdżają studenci z innych wysp, z nadzieją na zdobycie edukacji i stypendium, które pozwoli im wyjechać do Europy. Uniwersytet w Mindelo, uznawany obecnie za najlepszy w całym kraju, otwarto zaledwie kilka lat temu. Przedtem młodzi Kabowerdeńczycy bardzo często wyjeżdżali studiować za granicę, przede wszystkim do Portugalii, Rosji i na Kubę. Dzisiaj zdobycie wyższego wykształcenia jest w ich zasięgu, ale tylko jeśli mieli szczęście urodzić się w lepiej prosperującej rodzinie – wszystkie uniwersytety są płatne, a ich czesne zazwyczaj przekracza miesięczne wynagrodzenie przeciętnego Kabowerdeńczyka.

Malagueta, czyli ostra papryczka popularna na wszystkich wyspach.
Salamansa – właściwie jedyny dobry spot kitesurfingowy na całej wyspie São Vicente


O oddalonej jedynie 20 km od Mindelo wyspie Santo Antão można powiedzieć, że jest zupełnie inna, jednak to nie oddaje istoty sprawy. Jedynie godzinny rejs promem z Mindelo do Porto Novo dzieli suchą, zapomnianą przez deszcze i omijaną przez turystów wyspę São Vicente od górzystej, tropikalnej i zielonej Santo Antão. Dystans dwudziestu kilometrów dzieli Kabowerdeńczyków pobierających w specjalnych punktach wodę odsalaną z oceanu od ich rodaków z Santo Antão, którzy wody pitnej i deszczu mają pod dostatkiem. Ten sam dystans dzieli pustynię i jałowe gleby od bujnej roślinności i żyznych terenów, na których uprawia się niemalże każde warzywo i owoc, które trafia na kabowerdeńskie stoły całego archipelagu

Jedna z najpiękniejszych wysp archipelagu, Santo Antão, jeszcze przez jakiś czas na pewno zachowa swój rolniczy i rybacki charakter, bo póki co można na nią dotrzeć tylko promem z São Vicente. Niegdysiejsze małe lotnisko, które znajdowało się na północy wyspy, zostało zamknięte ze względów bezpieczeństwa po wypadku lotniczym w 1999 roku. Budowa nowego portu lotniczego w okolicy największego miasta wyspy Porto Novo ma się rozpocząć w 2020 roku. Do tego czasu wszyscy podróżnicy, których na wyspę przyciągają przede wszystkim górskie szczyty, w tym najwyższy sięgający 1970 m n.p.m., będą musieli przylatywać do Mindelo, a następnie walczyć z chorobą morską na wielkich falach dzielących dwie wyspy (całe szczęście, obsługa promu linii Interilhas rozdaje pasażerom torebki na początku rejsu).


Przypłynięcie do Porto Novo to nie koniec przygody, bo na samej wyspie na przyjezdnych czeka przeprawa krętymi, górskimi drogami. Transfer z portu do jednego z najbardziej urokliwych miasteczek wyspy, Ponta do Sol, jest nie lada atrakcją. Chodzi nie tylko o wspaniałe widoki, ale także o atmosferę przejazdu. Tutejszy transport zbiorowy, zastępujący klasyczną komunikację miejską, jest powszechny na wszystkich wyspach. Kierowcy minibusów czekają na pasażerów na specjalnych postojach, skąd już z daleka słychać lokalne hity, puszczane na cały regulator z samochodowych radioodbiorników. Muzyka skutecznie umila czas oczekiwania na to, aż cała marszrutka się zapełni, by można było ruszyć w drogę. W przeciwieństwie do Europejczyków, Afrykanie nie liczą czasu, dlatego nikt tu nie stosuje rozkładów jazdy, bo porę odjazdu i dokładną trasę określa jedynie zapotrzebowanie pasażerów. Nikt nikogo nie popędza, bo niepotrzebny stres nie leży w naturze pełnych pozytywnej energii Kabowerdeńczyków. Tout dred, czyli wszystko OK – zgodnie z najczęstszym kreolskim pozdrowieniem.


Na Santo Antão zaledwie pół godziny jazdy autem dzieli wybrzeże oceanu od górskich szczytów, sięgających prawie 2000 m n.p.m. Dzięki temu krajobraz i roślinność są niezwykle różnorodne. W jednej wiosce uprawia się jabłka i pigwy, a pasterze spacerują z kozami i krowami, a zaledwie kilka kilometrów dalej brukowana droga prowadzi między cyprysami, sosnami czy eukaliptusami. Wysoko w górach, na wysokości ok. 1300 metrów, znajduje się jedno z najżyźniejszych i najzieleńszych miejsc na wyspie – wyżłobienie po dawnym kraterze, zazwyczaj przykryte płaszczem gęstych chmur. Okolica krateru to park naturalny, na którego terenie znajduje się najwięcej endemicznych gatunków roślin; łącznie wyspa ma ich aż 47.

Kapliczka w Ponta do Sol


Gdy pod wieczór docieramy do XIX-wiecznego, malutkiego Ponta do Sol i spacerujemy po jego opustoszałych uliczkach, jeszcze nie dociera do nas, że jesteśmy na północnym krańcu Cabo Verde. Podziwiamy odnowione fasady pastelowych domków, stare, rybackie kutry przy małej przystani, nastrojowo oświetlony deptak o zmierzchu, a przede wszystkim lokalizację miasteczka – tuż nad oceanem i u stóp wysokich gór. Na kolację idziemy do jednej z nielicznych restauracji – Musica do Mar, gdzie, mimo że wszystkie stoliki są zajęte lub zarezerwowane, kelnerka błyskawicznie organizuje dla nas nowy, na uliczce przed lokalem. Jemy tutaj pachnącą jeszcze oceanem rybę dnia, podaną z kreolską feijoadą, czyli gęstą, pożywną zupą fasolową, oraz szaszłyki z ośmiornicy z sosem musztardowo-kolendrowym. Do dań zamawiamy grog, czyli 40-procentowy, kabowerdeński odpowiednik rumu z trzciny cukrowej, który smakuje zdecydowanie najlepiej w formie słabszego likieru (np. licor de maracuja) lub w drinku takim jak caipirinha. Po jakimś czasie w lokalu zaczynają nam towarzyszyć śpiew i gra na gitarze dwóch lokalnych muzykantów, którzy prezentują dalekie od ideału interpretacje utworów Cesarii Evory, Lury, Miriego Lobo, i innych najbardziej znanych wokalistów z Zielonego Przylądka. W ich zachrypniętych i fałszujących głosach jest jednak coś na tyle ujmującego, że goście stopniowo przyłączają się do muzyków.


Niedaleko Ponta do Sol, na zboczu jednego z górskich szczytów, mieści się maleńka, licząca zaledwie 70 mieszkańców wioska Fontainhas. Legenda głosi, że to miejsce zostało odkryte w 1600 roku przez parę Francuzów, którzy dotarli tu w trakcie wspinaczki górskiej, bo na wyspie nie było jeszcze wtedy dróg, a ta, która dzisiaj wiedzie do miasteczka, ma swój kres w nim. Francuzi zobaczyli ocean, następnie odkryli w pobliżu miasteczka wodę pitną, a potem żyjący tu gatunek ryb o nazwie tainhas, któremu wioska zawdzięcza swoją nazwę (fon de tainhas, czyli źródło wspomnianych ryb). Fontainhas uważa się za jedno z najpiękniej na świecie usytuowanych miasteczek i trzeba przyznać, że otaczające je góry, bliskość oceanu i wyrazistość zieleni zapierają dech w piersiach, a zdjęcie jest marną namiastką tego, co widzi się tu na własne oczy.


Prawdopodobnie najpiękniejszym miejscem na wyspie, będącym celem większości pieszych wędrówek, jest tropikalna dolina Paúl, obfitująca we wszystkie gatunki roślin, które uprawia się na Santo Antão. Na żyznym, wilgotnym i zielonym terenie otoczonym przez góry znajdują się plantacje trzciny cukrowej, kawy, bananów, papai, awokado, gujawy i wielu innych warzyw i owoców, które tutejsi hodowcy eksportują na pozostałe, suche wyspy archipelagu. Pióropusze kwitnącej w listopadzie i grudniu trzciny cukrowej lśnią w blasku słońca, sprawiając, że miejsce wygląda jeszcze bardziej magicznie. Na stokach górskich widać liczne tarasy, formowane po to, by zbierała się w nich woda, tworząc optymalne warunki do uprawy. Wielu mieszkańców doliny wciąż żyje w tradycyjnych, białych chatkach ze strzechą z liści trzciny cukrowej, dzięki której we wnętrzu jest chłodno nawet w upalne dni. Mimo że wiele roślin kwitnie tylko raz w roku, po czym są ścinane (dotyczy to na przykład niektórych bananowców czy trzciny cukrowej), nic się tu nie zmarnuje – odpady w postaci liści czy łodyg wykorzystuje się do pokrycia dachów domów czy jako paszę dla zwierząt. Ciekawym zwieńczeniem wędrówki po dolinie Paúl jest wizyta w destylarni grogu, gdzie można zobaczyć zarówno historyczny jak i obecnie używany sprzęt do produkcji alkoholu. Grog leżakuje w specjalnym pomieszczeniu, w beczkach, minimum przez 15 dni, a produkt uboczny wytwarzany przy obróbce trzciny cukrowej, czyli melasę, wykorzystuje się na wiele sposobów, między innymi tworząc poncz (ponche mel – mieszanka grogu i melasy). W destylarni można skosztować grogu, likierów i ponczu, a poza nimi kupić inne flagowe produkty z doliny Paúl, takie jak marmolada z papai (doce de papaya). Innym produktem, z którego słynie Santo Antão, jest ser kozi (queijo de cabra), który można kupić na jednym z wielu kramików w okolicy terminalu, z którego odpływają promy w Porto Novo. Połączenie sera koziego i marmolady z papai to jeden z najbardziej popularnych i najpyszniejszych deserów, którego koniecznie trzeba spróbować w trakcie pobytu na wyspach.


Według oficjalnych statystyk populacja Santo Antão wynosi 50 tysięcy, natomiast na São Vicente mieszka ok. 80 tysięcy osób. Te dane są jednak zawyżone, bo wielu mieszkańców tych wysp wyjeżdża – na turystyczną Sal, gdzie łatwiej o pracę, czy dalej, do Europy Zachodniej, a nawet USA, w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Choć w Republice Zielonego Przylądka wciąż widać biedę i dysproporcje między najbogatszymi a najuboższymi, to zalety tego kraju – zachwycająca przyroda, proste i zdrowe jedzenie, spokój, wolne tempo życia sprawiają, że można tu poczuć pewnego rodzaju tęsknotę za takim stylem życia, zwłaszcza że wielu z nas, Europejczyków, marzy dzisiaj o trudno osiągalnym slow life.Mamy nadzieję, że perspektywa zaledwie kilku a nie kilkunastu lat dzieli większość Kabowerdeńczyków od takiego dobrobytu, dzięki któremu będą mogli spojrzeć na swój kraj okiem turysty i docenić jego atuty na tyle, by chcieć w nim zostać na zawsze.


Informacje praktyczne

Kiedy lecieć?

Nasze lato to fatalny wybór – na wyspach Zielonego Przylądka jest wtedy bardzo gorąco i wilgotno. Sezon turystyczny na Sal trwa mniej więcej od listopada do maja, jest tam wtedy bardziej wietrznie i mniej gorąco. Na São Vicente nie ma właściwie sezonu turystycznego i podobno najlepiej polecieć tam w październiku / listopadzie. Listopad to także świetny wybór jeśli chodzi o Santo Antão – można wtedy podziwiać piękne pióropusze kwitnącej trzciny cukrowej.

Loty na wyspę Sal

Z Warszawy na wyspę Sal latają czartery biur podróży Itaka i TUI. Wakacje z biura podróży to koszt ok. 3000- 4000 zł od osoby, a te last minute można kupić nawet taniej. Jeśli szukamy samego lotu, to warto zaplanować go z dużym wyprzeniem. Wtedy najtańsze połączenia można znaleźć w ofercie linii lotniczych TAP Portugal lub na stronie jetairfly.com (loty TUI z Brukseli), nawet za około tysiąc złotych.

Loty z Sal na São Vicente

Miedzy większością wysp archipelagu latają regularnie samoloty krajowych linii Binter Cabo Verde. Lot z Sal na São Vicente trwa ok. 50 minut, a nam udało się go kupić w promocyjnej cenie (ok. 600 zł od osoby w dwie strony).

Prom z São Vicente na Santo Antão

Bilety na prom można kupić tylko na miejscu w Mindelo, w kasach w porcie. Między wyspami kursują dwie linie, my płyniemy Interlinhas za 8 euro w jedną stronę od osoby. W ciągu dnia jest kilka kursów, zarówno rano jak i po południu. Rejs trwa godzinę.

Waluta i wiza

Wizę kupuje się tuż po wylądowaniu na wyspie, kosztuje 25 euro i pozwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Dla dziecka do drugiego roku życia wiza jest bezpłatna. W kraju nie są wymagane żadne szczepienia. Waluta to escudo, ale prawie wszędzie można z niewielką stratą płacić w euro.

Noclegi

Korzystamy z serwisu Airbnb, który jest właściwie jedyną sensowną opcją na obydwu wyspach (hotelarstwo raczkuje ze względu na małą liczbę turystów). Noc w Mindelo, w domu rodzinnym ok. 10 min spacerem od centrum miasta kosztuje nas 120 zł (śniadanie w cenie). (Uwaga na dosyć powszechne na wszystkich wyspach problemy z internetem oraz drobne ograniczenia związane z wodą, np. chwilowy brak ciepłej wody). W Ponta do Sol na Santo Antão nocujemy w pensjonacie typu B&B, gdzie nocleg ze śniadaniem kosztuje nas ok. 90 zł.

Transfery / przejazdy

Najbardziej ekonomiczną, ale czasochłonną formą przemieszczania się po wyspach jest transport zbiorowy – minibusy. Takim minibusem najlepiej podróżować po Santo Antão, na przykład spod terminalu promów w Porto Novo do miejsca noclegu. Przejazd z Porto Novo do Ponta do Sol powinien kosztować maksymalnie 450 escudos. Jeśli chodzi o taksówki, to przejazd z lotniska do centrum Mindelo kosztuje 1000 escudos, zaś 100-200 escudos zapłacicie za pokonanie małego dystansu w obrębie miasta.

Zwiedzanie wysp

Zawsze bardziej opłacalne finansowo będzie zwiedzanie na własną rękę. I ten wariant jest też wygodny, jeśli Wam się nie śpieszy. Jeśli jednak macie w planach zaledwie 1-2 dniowy wypad na wyspy, to warto pomyśleć o wycieczce z przewodnikiem. Zwłaszcza na Santo Antão, która jest górzystą wyspą o krętych drogach i wiele pięknych miejsc jest tutaj trudno dostępnych. Z lokalnym przewodnikiem odbyliśmy tam całodniową wycieczkę, przemieszczając się komfortowo z miejsca do miejsca autem terenowym. Wycieczka uwzględniała odwiedziny w najciekawszych miejscach, ok. godzinny trekking w dolinie Paúl, pyszny obiad w restauracji w stolicy oraz degustację grogu w destylarni. Pomocny i kompetentny przewodnik Edson Lima cierpliwie odpowiadał na wszystkie nasze pytania. Polecamy!

Gdzie zjeść

Santo Antão: restauracja Artesanate w Riberia Grande, restauracja Musica do Mar w Ponta do Sol

São Vicente: restauracja Dokas w porcie (droga, ale ryby i owoca morza przepyszne!), śniadanie w Café Pergola


Przeczytajcie także naszą relację z pobytu na najpopularniejszej z wysp Zielonego Przylądka – Sal.

Może Was także zainteresować wpis o tym, co i gdzie warto zjeść w trakcie pobytu na wyspie Sal.



republika zielonego przylądka / wyspy zielonego przylądka / wyspa sal / zielony przylądek / atrakcje wysp zielonego przylądka / atrakcje na São Vicente / ciekawe miejsca na São Vicente / wyjazd na São Vicente / wyjazd na wyspy zielonego przylądka / ciekawostki o wyspach zielonego przylądka / ciekawostki o São Vicente / wakacje na wyspach zielonego przylądka / wakacje na São Vicente / pobyt na São Vicente / pobyt na wyspach zielonego przylądka / co trzeba zobaczyć na wyspach zielonego przylądka / czy warto jechać na wyspy zielonego przylądka / czego spróbować na wyspach zielonego przylądka / plaże na wyspach zielonego przylądka / plaże na São Vicente/ surfing na São Vicente / zwiedzanie wysp zielonego przylądka / zwiedzanie São Vicente / co zwiedzać na wyspach zielonego przylądka / co zwiedzać na São Vicente / afryka / informacje praktyczne o wyspach zielonego przylądka / reportaż z wysp zielonego przylądka / relacja z wysp zielonego przylądka / atrakcje na Santo Antão / ciekawe miejsca na Santo Antão / wyjazd na Santo Antão / ciekawostki o Santo Antão / wakacje na Santo Antão / pobyt na Santo Antão / zwiedzanie Santo Antão / / co zwiedzać na Santo Antão / najpiękniejsze z wysp zielonego przylądka / cabo verde / które z wysp zielonego przylądka warto odwiedzić / archipelag zielonego przylądka

Brak komentarzy