10 RZECZY O CZARNOBYLU, KTÓRYCH (JESZCZE) NIE WIECIE

Czarnobyl i jego okolica to jedno z tych miejsc, które, z oczywistych względów, nie cieszy się w Polsce ani na świecie dobrą sławą. Nie ma chyba takiej osoby, która nie słyszałaby nigdy o wybuchu w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, ale już zapewne niewielu z nas zagłębiało się w szczegóły związane z tą katastrofą. A jeśli już czytaliśmy lub słuchaliśmy o niej więcej, jest duże prawdopodobieństwo, że docierały do nas nieścisłe dane, a wręcz mity. Po naszej wycieczce w Czarnobylu chcemy podzielić się z Wami faktami, które być może obalą kilka takich mitów. Czy okolica wybuchu była i wciąż jest niebezpieczna dla zdrowia? Kto najbardziej ucierpiał, a kto mógł zyskać na katastrofie? Czy elektrownia wciąż działa, a jej teren można zwiedzać? Poniżej odpowiedź na te i wiele innych pytań – Czarnobyl, jakiego nie znacie, w 10 punktach!

 

1. Elektrownia, o czym wie każde dziecko, służy do produkcji prądu. Czy aby na pewno? Ta czarnobylska faktycznie produkowała energię, ale nie to było jej główną funkcją. Jej podstawowym zadaniem była produkcja uranu. Jeden z wariantów (izotopów) tego pierwiastka potrzebny do produkcji broni jądrowej można uzyskać także w inny sposób, ale to właśnie w elektrowniach najłatwiej produkować go na wielką skalę. Powstała w tym procesie energia jest w pewnym sensie jedynie efektem ubocznym. Część tej wytwarzanej w Czarnobylu była kierowana do zasilania okolicy, ale inny udział szedł na potrzeby wojska, na przykład do ogromnej anteny przeciwrakietowej, nazywanej Okiem Moskwy.

 

 

 


 

 

 

 

 

 

2. Jeśli to jeszcze Was nie przeraża, to wyobraźcie sobie, że na terenie byłego Związku Radzickiego takich elektrowni było aż 15! Ironia losu sprawiła, że po rozpadzie ZSRR i zakończeniu wyścigu zbrojeń, uran wytwarzany w Rosji zaczęto sprzedawać do USA, żeby tam przerabiać go na inny izotop, używany w przemyśle medycznym.

3. Czarnobylska Elektrownia Jądrowa zakończyła swoją działalność dopiero pod koniec 2000 roku, kiedy to wyłączono ostatni działający reaktor. Do czasu katastrofy w 1986 roku zdążyły powstać 4 bloki, a w planach były jeszcze 2. Gdyby nie wybuch, w Czarnobylu prawdopodobnie powstałaby największa tego typu elektrownia na świecie. Blok 5. w tym czasie był już ukończony w około 80%. Obecnie największym problemem przy wygaszaniu zakładu jest, paradoksalnie, brak energii.

 

 

Niedokończony, piąty blok reaktora

 

Niedokończony, piąty blok reaktora


 

 

 

 

 

dsc01155

 

dsc01157

 

Pomnik Prometeusza przed elektrownią

 

 

4. Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej to nazwa okolicy w promieniu 30 km od miejsca wybuchu. To spory, zamknięty teren nadzorowany przez wojsko, na obszarze którego poza samą elektrownią mieści się także rozbudowana infrastruktura potrzebna do jej funkcjonowania. Mimo tak poważnej nazwy w swojej historii Strefa ani przez chwilę nie była pusta. Aktualnie pracuje tu nadal, według różnych źródeł, od 2 do 3 tysięcy osób, najczęściej w systemie dwutygodniowych zmian. Poza tym, część wysiedlonych rodzin pomimo zakazów wróciła po pewnym czasie do swoich domów i mieszka w nich do dziś. Po co aż tyle osób w nieczynnym obiekcie? Całkowita likwidacja tego typu zakładu trwa… około 60 lat. Na tę chwilę jej zakończenie jest planowane na rok 2055. Na Ukrainie pojawiają się głosy, że obiekt został wyłączony przedwcześnie, bo nadal mógłby dawać energię potrzebną do pracy przy jego rozbiórce, czy nawet ją finansować. Podobno z prętów paliwowych o wartości 20 mln $ można otrzymać prąd za 200-250 mln $.

 

Stary sarkofag na miejscu katastrofy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

5. Krótko po katastrofie, w celu zabezpieczenia miejsca wybuchu wybudowano betonowy sarkofag. W listopadzie 2016 roku zakończyła się przygotowywana od kilku lat budowa i operacja nasunięcia nowej osłony (nazwanej Novarką). Ta największa na świecie ruchoma konstrukcja została ufundowana przez 40 krajów (1,5 mld €), a swoją funkcję ma pełnić przez 100 lat, kiedy to japońskie roboty będą oczyszczać przestrzeń pod konstrukcją.

 

 

Novarka

 

 

 

 

Novarka w trakcie operacji nasunięcia na stary sarkofag

 

 

6. Mimo że elektrownia nazywa się „czarnobylska”, to miasto o tej samej nazwie znajduje się prawie 20 km od niej. Najbliższą osadą jest, a w zasadzie było, miasteczko Prypeć. W czasie katastrofy mieszkało w nim około 50 tysięcy osób, w odległości zaledwie 3 km od elektrowni. Prypeć był nowoczesny jak na swoje czasy. Miał duże przedszkola, basen i reprezentacyjne budynki ukoronowane neonami. Mieszkańców ewakuowano w zaledwie 2 godziny, mówiąc, że już po 3 dniach będą mogli tu wrócić. Większość jednak już nigdy nie zobaczyła tego miejsca. Niektórzy po miesiącach wracali zabrać resztę cennego, pozostawionego dorobku. Dzisiaj miasto jest kompletnie rozszabrowane i wydaje się niemożliwe, by znaleźć w nim jakikolwiek dobrze zachowany kąt. Stopniowo odzyskuje je także natura. Asfalt w wielu miejscach poprzebijały, dorosłe już dziś, drzewa. Kradzieże rynien przez złomiarzy sprawiają, że korozja budynków postępuje w szybkim tempie, a całkowite pochłonięcie miasta przez las to perspektywa kilkudziesięciu lat.

 

Wjazd do Prypeci

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

7. Do Strefy dojeżdżamy codziennie pociągiem z miasteczka Sławutycz, przejeżdżając przez teren Białorusi, ale zaplombowane pociągi nie są obiektem kontroli celnej. Żeby zająć miejsce siedzące, trzeba się tam pojawić sporo wcześniej, bo pracownicy elektrowni błyskawicznie zajmują miejsca za pomocą np. kart do gry, które następnie wykorzystują, żeby umilić sobie 45 minut podróży. Zaraz przed stacją końcową za oknem wypatrzyliśmy na jednym z budynków spory, złowrogi napis „Welcome to hell”. Sławutycz powstał po to, żeby po wybuchu gdzieś bezpiecznie ulokować ludzi niezbędnych do dalszego działania Strefy. Trzydziestotysięczne miasto, wytyczone prawie jak od linijki, wybudowano w rok i 7 miesięcy. Poza kilkoma sklepami i miejscami usługowymi jest tu tylko jeden, na szczęście przyzwoity hotel. Podobno 60-metrowe mieszkanie w bloku można kupić tu za jakieś 40-50 tysięcy zł. W nielicznych domkach mieszkają pracownicy z wyższych stanowisk.

 

 

 

 

 

 

8. Bardziej tajemniczy od terenu Strefy jest obszar Białorusi, który z nim sąsiaduje. To właśnie ten kraj ponoć ucierpiał najbardziej w wyniku katastrofy. Na Ukrainie wysiedlono około 300 miasteczek i wiosek, natomiast ze względu na niesprzyjający kierunek wiatru w trakcie i po wybuchu, Białoruś musiała ich ewakuować ponad dwa razy tyle. Czy pozostają niezamieszkane do dziś? Tego nie wie nikt. Mapa Google nie pokazuje, co dzieje się na tym obszarze, a teren jest niedostępny dla turystów. Niektórzy twierdzą, że jest to dla Białorusi bardzo opłacalny biznes, bo ponoć aż 11% jej PKB to międzynarodowe pieniądze na likwidację skutków katastrofy.

 

9. Czy jest tam nadal niebezpiecznie? Po wizycie zastanawiamy się, czy w ogóle kiedykolwiek było. Spotkaliśmy się z opinią, że sprawa jest wyjątkowo rozdmuchana, a jedyne ofiary to 31 osób, które zmarło w wyniku wybuchu. Z jednej strony, na każdym kroku trzeba przechodzić przez bramki dezymetryczne. Z drugiej strony, licznik Geigera w rzekomo najniebezpieczniejszych miejscach pokazuje wartości ponad normę, ale jednocześnie o setki tysięcy razy niższe o tych, które mogą być bardzo szkodliwe dla zdrowia. Ponadto, teren Strefy jest gęsto porośnięty przez las, a w okolicy skupisk ludzi co chwilę wpadamy na bezpańskie, ale zdrowo wyglądające psy. Do tego nie jest trudno wypatrzyć tu dziką zwierzynę, a w zbiornikach wodnych w okolicy elektrowni widać spore ryby. Skąd takie różnice w postrzeganiu skutków katastrofy? To też tajemnicza sprawa, ale podejrzewamy, że wynika trochę z niewiedzy, a podtrzymywanie mitu Czarnobyla może być też całkiem opłacalne.

 

 

 

 

 

 

 

 

10. Jeśli zastanawiacie się, czy warto odwiedzić okolice Czarnobyla, to naszym zdaniem zdecydowanie tak! Teren jest spory i można tu zobaczyć wiele ciekawych miejsc w trakcie kilkudniowej wycieczki. Warto szczególnie zwrócić uwagę na Oko Moskwy, najwyższy budynek mieszkalny Prypeci czyli Fudżiyamę, przedszkola, szkoły, ośrodek wypoczynkowy, a także niedokończony piąty blok reaktora. Rocznie teren odwiedza około 15 tysięcy turystów, a na raz bywa ich maksymalnie kilkaset, więc to nadal dosyć elitarna przygoda. Na teren nie ma swobodnego wjazdu, więc jesteśmy skazani na wyprawę z biurem podróży. Takich, które organizują wycieczki w Polsce, jest kilka, a koszt tygodniowego wyjazdu to około 2000 zł. Jeśli pociągają Was industrialne i postapokaliptyczne klimaty, to będą to najlepiej wydane pieniądze w Waszym życiu!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ukraina / czarnobyl / zwiedzanie czarnobyla / czy można pojechać do czarnobyla / czy można zwiedzać czarnobyl / jak dostać się do czarnobyla / jak zwiedzać czarnobyl / czy warto zobaczyć czarnobyl / czy warto odwiedzić czarnobyl / co zobaczyć w czarnobylu / ciekawostki czarnobyl / nieznane fakty czarnobyl / katastrofa w czarnobylu / katastrofa elektrowni jądrowej w czarnobylu / czarnobyl wycieczka / prypeć / sławutycz / czarnobyl turystyka / strefa czarnobylska zwiedzanie / czarnobyl atrakcje / czarnobyl tour / wycieczka do czarnobyla / wjazd do strefy wykluczenia / wjazd do czarnobyla / wjazd do strefy czarnobylskiej / wycieczki do czarnobyla opinie / czy czarnobyl jest bezpieczny / czy w czarnobylu jest bezpiecznie / czy zwiedzanie czarnobyla jest bezpieczne / czy wycieczka do czarnobyla jest bezpieczna / czarnobyl jako atrakcja turystyczna /

10 komentarzy

  • comment-avatar
    Robert 05/01/2017 (16:59)

    Na wpis natknąłem się przypadkowo, ten kierunek podrozy nigdy mnie nie interesował. Ciekawe, że takie miejsca jak to można w ogole zwiedzać. I szczerze mówiąc jakos nie przekonuje mnie to, że wcale nie jest tam już niebezpiecznie… 😉

  • comment-avatar
    Agnieszka 09/04/2017 (14:47)

    Super post, taki owiany tajemnicą. Zdjęcia też super. Planuje od kilku lat się tam wybrać, ale zawsze jakoś nie po drodze. 🙂

    • comment-avatar
      Obieżysmak 09/04/2017 (19:15)

      Dzięki 🙂 bardzo wdzięczne miejsce do opisywania i fotografowania. Mimo, że krąży w okół niego sporo mitów to warto zobaczyć okolice na własne oczy. Szczególnie ciekawe jest to jak szybko natura odzyskuje opuszczone przez ludzi tereny.

  • comment-avatar
    Katjusza 12/04/2017 (08:18)

    Polecam reportaż „Czarnobylska modlitwa” Swietłany Aleksijewicz, białoruskiej noblistki, po przeczytaniu go można być pewnym, że oficjalne 31 ofiar to tylko radziecka wersja wydarzeń 🙂 Poumierali lub ciężko zachorowali nie tylko strażacy gaszący pożar elektrowni, ale też żołnierze tzw. likwidatorzy, których powołano do likwidowania skutków, do zasypywania reaktora piaskiem itp. prac. Nie zawsze chorowali od razu, czasem dopiero po kilku latach. Oglądałam też filmy dokumentalne, które mówią praktycznie to samo – ZSRR próbowało zatuszować prawdziwe konsekwencje na ludzkim życiu i zdrowiu, jak to ZSRR ma w zwyczaju 😉 Ogólnie post ciekawy, dobre zdjęcia i dowiedziałam się sporo nowych rzeczy. Planuję się wybrać w tym roku.

  • comment-avatar
    Wojtek 13/04/2017 (12:36)

    Super wpis, Czarnobyl jest rzeczywiście niesamowitym miejscem. Sami mieliśmy tam okazję spędzić trzy dni, co zaowocowało naszą własną relacją: https://fshoq.com/pl/a/czarnobyl-prypec-pripyat-ukraina-relacja-zdjecia na którą serdecznie zapraszamy i podrawiamy podrózników!

  • comment-avatar
    Kriss 23/10/2017 (22:36)

    To jakaś dziwna moda na zachwycanie się takim miejscem. Co tam takiego fajnego ? Rozpadające się budynki, rdzewiejące konstrukcje, dziko rosnące drzewa ? Jak ktoś ma ochotę niech tam lezie, ale kompletnie nie rozumiem po kiego grzyba się tam pchać. Jest tyle pięknych miejsc, Prypeć na 100% takim nie jest.

    • comment-avatar
      Obieżysmak 29/10/2017 (14:10)

      Miejsce faktycznie nie jest piękne w klasycznym tego słowa znaczeniu. Ma za to niezwykle ciekawą i przejmującą historię. Rzeczywiście, Prypeć nie jest typowym wakacyjnym kierunkiem, ale czasem dla odmiany lubimy pojechać w takie miejsca.

  • comment-avatar
    Sylwia 29/05/2018 (15:29)

    Zdjęcia przepiękne, ale jeśli chodzi o to, że zwierzęta czy ryby wyglądają normalnie ….wystarczy przeczytać trochę o tym miejscu, by wiedzieć, że mieszkańcy tuż po wybuchu też nie widzieli zmian w naturze, która ich otaczała („napromieniowania nie widać”). Zaś co się tyczy ofiar, to pamiętajmy o wszystkich, którzy są ofiarami choroby popromiennej, której długofalowe skutki dają o sobie znać nadal (np. stadium raka). Co nie zmienia faktu, że obecnie jest tam bezpiecznie, oprócz niektórych miejsc (miejsce składowania odzieży tzw. ‚likwidatorów”) i sama wybieram się tam w tym roku!

  • comment-avatar
    Ola 05/06/2018 (20:46)

    Pisanie, że skutki katastrofy zostały rozdmuchane dowodzi porażajacej ignorancji autora takich słów. Polecam książki Aleksijewicz, może rozjaśnią trochę mroki niewiedzy.

    • comment-avatar
      Obieżysmak 06/06/2018 (08:54)

      Nie będziemy udawać ekspertów, ale to, co widzieliśmy przez kilka dni na miejscu daje do myślenia i sprawia, że oficjalny przekaz na temat skutków katastrofy wydaje się przynajmniej przesadzony. Fauna i flora od czasu wybuchu także tam eksplodowała i przez 30 lat zdążyła w znaczącym stopniu odzyskać miejskie tereny. Poza tym poznaliśmy jednego z likwidatorów katastrofy, czyli człowieka, który miał bardzo bliski kontakt z rzekomo astronomiczną dawką promieniowania. Tymczasem ten starszy pan jest silnym, dobrze zbudowanym mężczyzną, który nie chce rozmawiać na temat swojej renty i choroby. Oczywiście widzieliśmy w muzeum zdjęcia zdeformowanych zwierząt, ale nic w okolicy elektrowni nie potwierdza takiej wersji. Nawet wyniki naszych pomiarów licznikiem Geigera były śmiesznie niskie. Nie interesuje nas to na tyle, żeby dalej wgryzać się w literaturę na temat, ale zachęcamy do wycieczki na miejsce i zweryfikowania swojej wiedzy czy poglądów, tak jak my zrobiliśmy.